Królewskie Miasto

WAŻNE: 500 + i inne świadczenia - w sierpniu wchodzą nowe przepisy « » Przywitanie lata z Krystyną Giżowską « » Pomnik Niepodległości - w oczekiwaniu na OrłaKlinkierowe ulice w centrum KowalaXXXIII Sesja Rady Miasta Kowal
Informujemy, że od nowego roku na stronie internetowej Miasta Kowala bezpłatnie umieszczamy nekrologi, a także wspomnienia o zmarłych – nie tylko o obecnych, ale także i o byłych – mieszkańcach Kowala. Prosimy o ich nadsyłanie.















w okresie od 1 stycznia 2016 r. odeszli od nas śp. Mieszkańcy Kowala:

- śp. Bronisława Maślanka - lat 84,

- śp. Bronisława Wnukowska - lat 92,

- śp. Anna Kaźmierska  - lat 59,

- śp. Henryk Mularski - lat 78,

- śp. Janina Szachagłuchowicz - lat 76,

- śp. Jadwiga Adamczyk - lat 62,

- śp. Marianna Anecka - lat 88,

- śp. Marianna Grzesiak - lat 66,

- śp. Antoni Jarzębiński - lat 89,

- śp. Władysław Kaźmierski - lat 67,

- śp. Teresa Kierzkowska - lat 85,

- śp. Mirosław Matczak - lat 60,

- śp. Longina Pajęcka - lat 83,

- śp. Irena Sarnowska - lat 89,

- śp. Czesław Sarnowski - lat 85,

- śp. Zygmunt Stężewski - lat 78,

- śp. Roman Szadkowski - lat 41,

- śp. Lidia Więckowska - lat 60,

- śp. Kamil Witwicki - lat 22,

- śp. Józef Wrzecionowski - lat 61,

- śp. Marianna Zielińska - lat 97.

 W okresie od 1 stycznia 2015 r. odeszli od nas śp. Mieszkańcy Kowala:

- śp. Katarzyna Skowrońska - lat 43,

- śp. Jan Jarecki - lat 81,

- sp. Jan Milczarek - lat 64,

- śp. Andrzej Marachowski - lat 66,

- śp. Andrzej Ukiński – lat 49,

- śp. Marianna Dacewicz – lat, 77,

- śp. Edward Nakonowski – lat 79,

- śp. Zygmunt Szefler – lat 83,

- śp. Teresa Poturalska – lat 88,

- śp. Wojciech Szczygło – lat 54,

- śp. Franciszek Kaźmierski – lat 69,

- śp. Halina Drzewiecka - lat 65,

- śp. Katarzyna Zalewska - lat 35,

- śp. Pelagia Sadowska - lat 90,

- śp. Józef Kozowicz - lat 69,

- śp. Marek Mańkowski - lat 64,

- śp. Jerzy Kowalski - lat 67,

- śp. Bronisława Duszczak - lat 78,

- śp. Monika Marczewska - lat 65,

- śp. Irena Cześnin - lat 94,

- śp. Tadeusz Janikowski - lat 69,

- śp. Alina Janysek - lat 95,

- śp. Zygmunt Jędrzejewski - lat 80,

- śp. Karol Kalwasiński - lat 80,

- śp. Mieczysław Maliszewski - lat 71,

- śp. Andrzej Marachowski - lat 66,

- śp. Czesław Miądlikowski - lat 84,

- śp. Aleksander Nykiel - lat 76,

- śp. Lechosław Pawlak - lat 72,

- śp. Zdzisław Proszkiewicz - lat 72,

- śp. Aurelia Radowska - lat 83,

- śp. Ewa Rudzińska - lat 93,

- śp. Regina Skrzypińska - lat 86

- śp. Irena Wasilewska - lat 80,

- śp. Marianna Wawrzonkowska - lat 93,

- śp. Genowefa Zbonikowska - lat 86,

- śp. Leszek Beśka - lat 61,

- śp. Tomasz Daczkowski - lat 62,

- śp. Wojciech Folga - lat 67,

- śp. Jan Grzelak - lat 83,

- śp. Jan Jarecki - lat 81,

- śp. Barbara Kruszewska - lat 76,

- śp. Jan Skrzypiński - lat 71,

- śp. Marianna Urbańska - lat 76,

- śp. Cecylia Wojtasiak - lat 78,

- śp. Wojciech Żołnowski - lat 55.


W okresie od 1 stycznia 2014 r. odeszli od nas śp. Mieszkańcy Kowala:


- śp. Irena Daczkowska - lat 95,

- śp. Wiesław Ostrowski - lat 58,

- śp. Janina Pawłowska - lat 94,

- śp. Halina Wałęsa - lat 58,

- śp. Konrada Robaczewska - lat 79,

- śp. Władysław Kaźmierski - lat 80,

- śp. Edward Siciński - lat 63,

- śp. Stanisław Piotrowski - lat 87,

- śp. Gerard Szwajkowski - lat 59,

- śp. Karol Frank - lat 53,

- śp. Edward Siciński - lat 63,

- śp. Józefa Sempowicz - lat 91,

- śp. Stanisława Borzęcka - lat 90,

- śp. Zofia Górska - lat 89,

- śp. Henryk Murawski - lat 62,

- śp. Zofia Piotrowska - lat 74,

- śp. Stanisław Kruszewski - lat 75,

- śp. Józef Okupnik - lat 75,

- śp. Dariusz Pasiecki - lat 50,

- śp. Józef Baranowski - lat 84,

- śp. Krzysztof Lewandowski - lat 50

- śp. Alicja Maliszewska – lat 73,

- śp. Józef Owsianowski – lat 83,

- śp. Mirosław Dziedzic-Kamiński – lat 58,

- śp. Krystyna Markiewicz – lat 87,

- śp. Józef Pawłowski – lat 67,

- śp. Andrzej Brzozowski – lat 63,

- śp. Władysława Pawłowska – lat 87,

- śp. Marek Kruszyna – lat 61,

- śp. Danuta Migdalska – lat 60,

- śp. Antonina Jarzębińska – lat 85,

- śp. Ryszard Kucięba – lat 78,

- śp. Kazimierz Gralik – lat 63,

- śp. Zenobia Orzechowska – lat 88,

- śp. Janina Banaszkiewicz – lat 82,

- śp. Zofia Jabłońska – lat 86,

- śp. Józef Błaszczyk – lat 59,

- śp. Genowefa Wieczorkowska – lat 82,

- śp. Józef Sabicki – lat 67,

- śp. Sabina Czajkowska – lat 90,

- śp. Krzysztof Błaszczyk – lat 52,

W okresie od 1 stycznia 2013 r. odeszli od nas śp. Mieszkańcy Kowala:

- śp. Helena Ogłodzińska - lat 76

- śp. Danuta Wrzecionowska - lat 68

- śp. Danuta Rembiałkowska - lat 46

- śp. Irena Henszel - lat 81.

- śp. Eugeniusz Rybacki - lat 57,

- śp. Henryk Strzelecki - lat 68,

- śp. Bronisław Głogowski - lat 71,

- śp. Bogumił Pawłowski - lat 71,

- śp. Małgorzata Pawlak - lat 97,

- śp. Barbara Zielińska - lat 61,

- śp. Stanisław Wasielewski - lat 46,

- śp. Krystyna Betlińska - lat 85,

- śp. Bolesław Zbonikowski - lat 97,

- śp. Halina Kosatka - lat 67,

- śp. Waldemar Łazarski - lat 64,

- śp. Henryk Prokopiak - lat 80,

- śp. Zofia Jakóbczak - lat 86,

- śp. Zdzisław Świątkowski - lat 70,

- śp. Cecylia Jankowska - lat 77,

- śp. Anna Rudzińska - lat 63,

- śp. Stanisław Dulski - lat 62,

- śp. Jerzy Kopyciński - lat 87,

- śp. Jerzy Korpusiński - lat 64,

- śp. Jan Owsianowski - lat 74,

- śp. Bogdan Woźniak - lat 86,

- śp. Sławomir Rejwerski - lat 52,

- śp. Stanisława Wojtara - lat 95,

- śp. Irena Wylandowska - lat 72,

- śp. Janina Mazierska - lat 87,

- śp. Stefania Przepiórska - lat 86,

- śp. Barbara Człapińska - lat 88,

- śp. Teresa Wasielewska - lat 81,

- śp. Józef Grabski - lat 58,

- śp. Wiesław Rybkiewicz - lat 39,

- śp. Włodzimierz Zimecki - lat 78,

- śp. Teresa Czarniak - lat 67,

- śp. Pelagia Baranowska - lat 76,

- śp. Henryk Daczkowski - lat 75,

- śp. Stanisław Kolanowski - lat 80,

- śp. Bogumił Blaszka - lat 63,

- śp. Genowefa Mroczkowska - lat 77,

- śp. Stefania Matuszak - lat 84,

- śp. Wojciech Sobolewski - lat 53,



Wspomnienie o prof. Wiktorze Lewandowskim

Pięć lat temu, 14 marca 2010 r., zmarł prof. Wiktor Lewandowski – znakomity Nauczyciel i Wychowawca, wspaniały Człowiek, wyróżniony honorowym tytułem: Zasłużony dla Miasta Kowal.

Więc to już pięć lat mija od Jego śmierci, chociaż wielu z nas ciągle jeszcze ma przed oczami kowalski kościół wypełniony młodzieżą z różnych szkół, w których Zmarły pracował oraz mieszkańcami miasta, którzy gremialnie przyszli Go pożegnać i towarzyszyć Mu na końcowym etapie Jego ziemskiej wędrówki, potem długi kondukt pogrzebowy i ostatnie modlitwy na cmentarzu.

Ktoś mądrze powiedział, że czas jest błogosławieństwem, które zbyt mało się ceni. I to prawda, bo przecież po jakimś czasie, choćby po paru latach, na nawet najsmutniejsze i najbardziej dramatyczne wydarzenia w naszym życiu patrzymy już z dystansem, spokojniej, z konieczności zazwyczaj godząc się z tym, co dał nam los. Ale prawdą jest także to, że niekiedy właśnie upływający czas – paradoksalnie – wyostrza naszą pamięć, zmusza do uważniejszej analizy i oceny tych wydarzeń, do innego spojrzenia na nie, do innej ich interpretacji. Może już mniej spontanicznej i emocjonalnej, za to bardziej racjonalnej i w konsekwencji – ponadczasowej.

W dniu pogrzebu, żegnając Pana Profesora w imieniu Uczniów i Wychowanków ze wszystkich szkół, w których pracował, za konieczne uznałem przypomnienie Jego szczególnych predyspozycji zawodowych oraz sposobu rozumienia nauczycielskiego powołania i traktowania uczniów. Bo za to przecież, także za to, pozostaje w naszej wdzięcznej pamięci. Dlatego dziś mogę i chcę z pełnym przekonaniem powtórzyć wypowiedzianą wtedy opinię, że „każdy, kto w trakcie swej szkolnej edukacji miał to szczęście i zaszczyt Ciebie spotkać, przechowuje w swojej pamięci niepowtarzalny klimat tych kilkuletnich spotkań i rozmów z Tobą, zwanych potocznie lekcjami, które prawie zawsze były rodzajem duchowej uczty, podczas której otrzymywaliśmy nie tylko wynikającą z programu porcję wiedzy, ale także jeszcze ciekawszą, chociaż może czasem trudną, niezrozumiałą dla nas wtedy, albo nawet gorzką dawkę Twojej refleksji i życiowej mądrości. Po latach dopiero gotowi byliśmy ocenić i docenić, jak to Twoje nauczanie okazało się dla nas ważne i cenne”. Właśnie, po latach widać to jeszcze dobitniej.

Sądzę też, więcej – jestem pewien, że wielki szacunek jakim Zmarły cieszył się wśród uczniów (i nie tylko wśród uczniów!) wynikał z Jego szacunku dla rozmówcy oraz umiejętności (i chęci) uważnego słuchania go, bez względu na wiek, stan, zawód itd. Prof. Lewandowski dobrze wiedział bowiem, że autorytetu nie zdobywa się automatycznie, z racji sprawowanej funkcji czy zajmowanego stanowiska. To szczególnie ważne w pracy z młodzieżą, która takiego założenia nie toleruje. Wiedział, że szacunek i prestiż można natomiast zaskarbić sobie codzienną postawą, wytrwałością i determinacją.

Dobrze pamiętam, że na lekcje z panem Wiktorem przychodziło się z przyjemnością i bez jakichkolwiek obaw, że w „konfrontacji” z nauczycielem uczeń może „przegrać”. Bo takiej „konfrontacji” na lekcjach nie było i mogliśmy śmiało wyrażać to, co ktoś myślał i miał do powiedzenia na dany temat. I za taką, godną naśladowania postawę pozostajemy Mu serdecznie wdzięczni. Mówiłem o tym również w trakcie ostatniego pożegnania: „nie chciałeś i nie próbowałeś narzucać swojej opinii w jakiejkolwiek sprawie, będącej przedmiotem naszych młodzieńczych sporów, jakby zakładając – ile rozsądku i mądrości było w tej postawie! – jakby zakładając, że nie ma ludzi niezastąpionych w poglądach, albo mających monopol na opinie i osąd innych. Starałeś się natomiast, i za to jesteśmy Ci szczególnie wdzięczni, starałeś się konsekwentnie – ale delikatnie, taktownie, żeby nie wytrącić nas z tej niby-pewności siebie, nawet nie wprost, ale tak między wierszami, starałeś się podpowiadać nam, niemal przemycać swoje prawdy i wnioski wynikające z Twego bogatego i trudnego doświadczenia, choćby ten, że trzeba chcieć i umieć na co dzień wyznaczać granice dla siebie, dla swojej wolności, by z tego boskiego i ludzkiego prawa do wolnej woli i wolności korzystać w sposób człowieka godny. A więc, by nie krzywdzić, także słowem, ani bliźniego, ani siebie samego. A my nie wiedzieliśmy przecież, jak wielu krzywd sam w życiu doświadczyłeś!”.

W czasach, w których przychodzi nam żyć i w sytuacji, gdy w dyskursie publicznym tak wiele jest nieodpowiedzialności, hipokryzji, fałszu i zgorszenia, gdy można wszystkich i każdego z osobna obśmiać i sponiewierać, czyniąc to właściwie bezkarnie, tym bardziej warto pamiętać, odwoływać się i naśladować postawę ludzi takich jak śp. prof. Wiktor Lewandowski.

Requiem aeternam dona ei, Domine! Wieczne odpoczywanie racz Mu dać Panie, racz Mu dać Panie!...

 

Prof. UW, dr hab. Wiesław Sonczyk

(absolwent LO w Kowalu, 1967 r.)


Dariusz Pasiecki - Wspomnienie

Rodzino, Przyjaciele, wszyscy uczestnicy pogrzebu ś.p. Dariusza Pasieckiego. 

Są takie sytuacje, takie okoliczności, kiedy słowa niewiele znaczą, bo nie można za ich pomocą wyrazić tego wszystkiego, co by się chciało powiedzieć, a tu i teraz- aby wyrazić ból i wielki żal, jaki odczuwamy po śmierci kogoś tak bliskiego, jakim był dla nas śp. Darek. Wiadomość o Jego niespodziewanej i tragicznej śmierci lotem błyskawicy rozeszła się w piątkowe popołudnie nie tylko po całym Kowalu, ale także wśród jego licznych przyjaciół i znajomych we Włocławku, w powiecie i wielu miejscach Polski, wzbudzając najpierw nasze niedowierzanie, a zaraz potem żal i ból. Bo Darek - bez względu na to czy pozostawaliśmy z nim w relacjach koleżeńskich, czy służbowych- był przez wszystkich powszechnie lubiany i akceptowany. Koleżeński, miły, serdeczny- to cechy Jego charakteru, które zjednywały Mu ludzi, którzy mieli okazję z nim się zetknąć. W Kowalu Darek był zawsze ważną częścią miłego, uśmiechniętego wizerunku naszego miasteczka. Bardzo kochał Kowal i czuł się nim związany, jak mało kto. Interesował się i cieszył tym wszystkim, co dobrego działo się w naszym środowisku. „Pięknie, coś wspaniałego”- to słowa, które niejednokrotnie słyszałem z Jego ust na temat osiągnięć naszego miasta. Darek nie był tylko życzliwym obserwatorem i świadkiem spraw publicznych naszego środowiska, bo osobiście angażował się w życie naszej lokalnej wspólnoty. Przez 33 lata był aktywnym członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Kowalu, biorąc do samego końca swojego życia udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych, także jako kierowca. W ostatnich kilkunastu latach sprawował funkcję zastępcy naczelnika straży, a ostatnio również członka jej zarządu. Ze swoich bliskich osobistych kontaktów z Darkiem zapamiętałem wiele rzeczy. Pamiętam jak dziś, jak Darek w galowym mundurze, w „oficerkach”- niczym oficer kompanii reprezentacyjnej WP prowadził defiladę z okazji jubileuszów 100-lecia i 110-lecia naszej straży. Pamiętam też, że to właśnie on był autorem propozycji, aby na pamiątkowym medalu wybitym z tej okazji umieścić napis: „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”.

Niesienie ratunku ludziom było Jego życiowym posłannictwem, Jego życiową misją, w służbie której oddał swoje życie niosąc ratunek tonącemu człowiekowi. Gdyby nie ten płynący z serca imperatyw, gdyby nie ten odruch byłby do dziś razem z nami. Byłoby to jednak sprzeczne z Jego systemem wartości, którym kierował się w swoim życiu. Zapamiętaliśmy dobrze, jak z przekonaniem śpiewał dla nas wszystkich wraz ze swoimi przyjaciółmi, że „ tylko popiół pozostanie z nas”, zapominając jednak dodać, że po ludziach dobrych, po ludziach takich jak On, pozostaje jeszcze wdzięczna, serdeczna pamięć. Żegnam Cię w imieniu władz Kowala, Zarządu naszej straży, wszystkich druhów strażaków, a także Twoich licznych przyjaciół i znajomych. Odpoczywaj w pokoju wiecznym.

 

Przemówienie
Burmistrza wygłoszone podczas pogrzebu.


Wspomnienie p. Janiny Renieckiej o śp. o. Auguście Bojakowskim.

 

Spotkałam człowieka o duszy dziecka, przepełnionego ufnością do Pana Boga, głęboką wiarą, prostolinijnego i niezwykle uczciwego, którego zawołaniem w trudnych chwilach było – „pamiętaj, jest jeszcze Pan Bóg”.

Doświadczałam w życiu niezwykłych łask. Pan Bóg dawał mi możliwość udziału w posłudze, która była jakby zaplanowana z góry.

Dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że to Opatrzność kierowała moim życiem. To Ona ukształtowała mnie poprzez różne wcześniejsze doświadczenia do wykonywania następnych zadań.                                                                                                 

 Takie zadanie zostało postawione przede mną w dniu 24 stycznia 1991 roku, gdy w godzinach wieczornych zadzwonił telefon i usłyszałam głos ojca Wenantego – Janeczko, przyjeżdżaj, twój wujek w szpitalu.

Ojciec August był bardzo kochanym i szanowanym w całej naszej rodzinie. Bez wahania po kilkudziesięciu minutach byłam już w pociągu jadącym do Częstochowy. Wówczas nie miałam świadomości, że ciążka choroba ojca Augusta zwiąże nas na 23 lata i 2 miesiące. Choroba ta przyszła nagle i była dla wielu szokiem i zaskoczeniem.

Wujek - ojciec August zawsze uśmiechnięty, społecznik, wrażliwy i usłużny każdemu, kto potrzebował pomocy, nagle zaniemógł. Zaczęła się wspólna droga w cierpieniu i zmaganiach. Ojciec August doznał niedokrwiennego udaru mózgu z częściową afazją mowy i porażeniem prawej strony ciała. Spotkałam go w szpitalu Tysiąclecia w Częstochowie. To było niewypowiedzianie bolesne spotkanie, gdy widziałam, jak leżał na łóżku na korytarzu, w przeciągach i bardzo cierpiał. Powiedział – „Janeczko, pomóż mi”. Po staraniach udało mi się przenieść wujka na salę chorych. W godzinach popołudniowych przyjechał ojciec przeor Jerzy Tomziński i ojciec Teofil Krauze z panem dr Stawowym  neurochirurgiem z Łodzi.

 Zapadła decyzja wyjazdu do Łodzi, gdzie ojciec August pozostał na leczeniu przez miesiąc czasu.

Wielką pomoc świadczyły siostry Honoratki, których dom mieścił się w niewielkiej odległości od szpitala.  Ofiarność siostry przełożonej Anity i Siostry Niezabitowskiej były wsparciem w trudnych chwilach. Otrzymałam przepustkę na codzienny pobyt u ojca Augusta od godziny 7.00 do 21.30.

W czasie pobytu w szpitalu wujek był poddawany leczeniu farmakologicznemu, rehabilitacji i wielu zabiegom pielęgnacyjnym, by ustrzec go od odleżyn. Efektem tego leczenia było to, że ojciec August mógł usiąść na wózku inwalidzkim.

 Pobyt w Łodzi dobiegł końca. Ojcowie Paulini musieli podjąć decyzję, gdzie dalej wujka umieścić na rehabilitację. Pan doktor Stawowy zasugerował jako najlepsze z miejsc, do wyboru Szpital Rehabilitacyjny w Dzierżążnie k/Gdańska. Wielkim wsparciem i pomocą w załatwianiu różnych spraw służbowych dla mnie oraz miejsca dla ojca Augusta była pani doktor Anna Rusin, która później do końca służyła pomocą wujkowi jako lekarz rehabilitacji.

Po uzgodnieniu przez panią doktor Rusin z panem dyrektorem Bogumiłem Przeździakiem ojciec August został przewieziony do Dzierżążna.

Zaczął się kolejny etap na drodze usprawniania.

Ojciec August był miłym,  kontaktowym  pacjentem lubianym przez personel a szczególnie dzieci pracowników, które nazywały go – „to nasz Ojciec” i często przynosiły mu kwiatki oraz brały udział podczas spaceru w odmawianiu różańca.  Umilały one każdego dnia pobyt i pokonywanie wysiłku. Codziennie dojeżdżałam do wujka do szpitala w Dzierżążnie (47 km) ,gdzie pomagałam w gimnastyce, spacerach, sprawowaniu liturgii Mszy św. także dla chorych. Pacjenci bardzo chętnie korzystali z posługi sakramentu pokuty u ojca Augusta. Był to czas wytężonej pracy dla wujka i czas nadziei na powrót do sprawności, by mógł samodzielnie funkcjonować na Jasnej Górze. „Jasna Góra to moje serce - mawiał o. August - moje życie, sens najgłębszy i ogromna tęsknota”. Ojciec August podejmował każdy wysiłek, by jak najszybciej usprawnić się. Cieszył się z każdego najmniejszego sukcesu. Pobyt w Dzierżążnie zakończył się 7 maja 1992 roku, gdy podczas ćwiczeń ojciec August zasłabł.

Po tym incydencie ojciec August został przewieziony do Szpitala pw. Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku przy ul. Łąkowej. Po badaniach zapadła decyzja wszczepienia rozrusznika serca.

Muszę wspomnieć, że o. August podczas pobytów w szpitalach, jeżeli tylko warunki pozwalały sprawował Mszę św., słuchał spowiedzi, gdy był o to poproszony,  udzielał Komunii św. ciężko chorym. Zawsze był gotowy pełnić posługę kapłańską, co było jego wielką radością.

Ojciec August był człowiekiem wielkiego zawierzenia Panu Bogu i jak mawiał – „Pani mego serca - Matce Bożej”.

Pobyt  w Gdańsku przedłużał się, gdyż ojciec August  był bardzo obciążony chorobami. Zaburzały one przebieg rehabilitacji i wydłużały ją, co w efekcie opóźniało powrót na Jego ukochaną Jasną Górę. Mimo zaawansowanej choroby ojciec August podjął próbę powrotu na Jasną Górę. Próba jednak nie powiodła się. Nie poradził sobie w bardzo zwykłych czynnościach. Na prośbę ówczesnego ojca przeora Szczepana Kośnika ponownie podjęłam się opieki nad wujkiem. Pomoc o. Augustowi poczytywałam sobie za szczególne wyróżnienie i łaskę. Wujek był dla mnie wzorem . Cierpienia i dolegliwości związane z chorobą znosił niezwykle dzielnie, po Bożemu. Gdy było mu bardzo trudno mawiał głośno: „Zakon potrzebuje, Kościół, Polska”…

ojciec August był zakonnikiem pogodnym, zawsze uśmiechniętym z poczuciem humoru, gotowym nieść pomoc, radę i duchową posługę, ale zawsze delikatnie, bez narzucania.

Pomimo tak wielkiego doświadczenia chorobami przez wiele lat jeździliśmy 3 razy w roku na Jasną Górę. „To jest dla mnie świeży oddech życia” -  mawiał. Wielokrotnie lekarze mówili – „ proszę ojca to za duży wysiłek”. Ojciec August odpowiadał wówczas z uśmiechem -  „jadę do swojej Matki, niech Ona się martwi”.  Często przekomarzał się, że Matka Boża na Jasnej Górze to jego Matka, ponieważ trzyma na ręku chłopca. Kiedy byliśmy z ojcem Augustem w 2000 roku w Rzymie spotkaliśmy się z Ojcem św. Janem Pawłem II. Gdy Ojciec św. podszedł do wujka, wzruszony powiedział – „August pamiętaj o mnie u swojej Matki Bożej, a potem jeszcze dodał – „August, trzymaj się”. Widziałam zrozumieli się bez zbędnych słów.

Z Ojcem Augustem przyjaźnił się przez wiele lat, do ostatnich chwil ksiądz  Prałat Andrzej Penke. Wspierali się wzajemnie w duszpasterskiej posłudze, którą sobie wujek bardzo cenił. W czasie ostatniej wizyty księdza Prałata Penke u wujka w szpitalu dowiedziałam się, że ksiądz Andrzej każdego roku udzielał  wujkowi Sakramentu Chorych.

Ojciec August zarówno w chwilach radosnych jak cierpienia zawsze modlił się bardzo gorąco i żarliwie.

W dniu poprzedzającym odejście  mówił do mnie – „Janeczko, to już koniec”. Ja odpowiedziałam – „wujeczku nie poddajemy się, będziemy walczyć o Twoje zdrowie”. Na co usłyszałam odpowiedź – „Taki porządek ustanowił Pan Bóg i nie można się temu sprzeciwiać”. Po pewnym czasie ponowił – „Janeczko, wkrótce pójdę do Domu Ojca”.

 Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ojciec August, nie mając mszału z pamięci modlił się tekstem Mszy św. z 3 Maja. Odmówił z wielkim wzruszeniem i skupieniem od początku do końca całą Mszę św. Poprosił, bym przeczytała list do Koryntian – ja w głowie miałam pustkę mimo iż normalnie znałam tekst. Przeprosiłam, że nie pamiętam, a jesteśmy w szpitalu. Odpowiedział – „to nie szkodzi, modlimy się dalej”. Bezbłędnie poprzez ofiarowanie, Konsekrację, Komunię świętą doszedł do końca Mszy św., udzielił dwukrotnie  błogosławieństwa, wezwał Matkę Bożą Królową Pustelników, świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, świętego Józefa i przestał mówić. Cierpienia jego trwały jeszcze kilkanaście godzin, po czym cicho i spokojnie zasnął w Panu.

To moja ostatnia posługa. Czy ją dobrze wykonałam? Nie wiem? Bardzo chciałam sprostać postawionemu zadaniu.

Jestem przekonana, że bardziej zostałam obdarowana głębią i bogactwem życia, osobowości, Jego wiary i bezgranicznej ufności Bogu niż sama mogłam ofiarować. Obraz Ojca Augusta, człowieka o czystych oczach i duszy dziecka, skromnego, który nigdy nie pragnął mieć, ale obdarowywać, człowieka zawierzenia pozostanie do końca w mojej pamięci. Jego przykład jest dla mnie zadaniem do kontynuowania. Zawołanie ojca Augusta – „Pamiętaj, jest Pan Bóg – Ufaj w każdej sytuacji”.

Dziękuję Ci wujku Auguście za naukę i świadectwo życia, w których wytrwałeś w najtrudniejszych dla Ciebie chwilach, za Twoją szlachetność w każdej sytuacji, wielką pokorę i skromność, którą Ci Pan wynagrodził łaską Kapłaństwa, której pragnąłeś od dzieciństwa. A dziś jest jubileusz 35-lecia Twojego Kapłaństwa, który świętujesz już zapewne w niebie. Jestem przekonana, że tak jak mawiałeś „Matka Boża wyszła Ci na spotkanie i przeprowadziła Cię w fałdach swojego płaszcza do nieba.

W imieniu ojca Augusta i moim własnym wyrażam serdeczną wdzięczność Zakonowi i Przełożonym wujka za ich troskę i każde odwiedziny, zaprzyjaźnionym Kapłanom, którzy mieli szczególne miejsce w wujka sercu, m.in. księdzu profesorowi Wiesławowi Alickiemu z Krakowa oraz z Gdańska księdzu prałatowi Andrzejowi Penke, księdzu Kanonikowi Krzysztofowi Lis, księdzu Kanonikowi Wiesławowi Srogoszowi – kuzynowi, Rodzinie, która zawsze była blisko, troskliwa i służąca wsparciem, dr Annie Rusin, Wandzie i Antoniemu Walter, Janinie Rajewskiej oraz wszystkim osobom, których Pan postawił na naszej drodze, a którzy wspierali nas w trudnych chwilach – DZIĘKUJĘ…, Bóg zapłać!

 

                                                                                  Janina Reniecka

 

 

Szanowny Panie Burmistrzu pozwalam sobie przesłać słowa podziękowania i wielkiej wdzięczności za pożegnanie o. Augusta Bojakowskiego w Kowalu. Wujek i ja niezmiernie cenimy Pana Osobę i to wszystko czego dokonuje Pan dla naszego kochanego miasta. Dziękuję, że dostrzegł Pan wielkość w tak skromnym Kapłanie, który był związany bardzo silnymi więzami z Kowalem, miastem i kościołem. Życzę Panu wiele sił i ludzi gotowych zawsze do wspierania Pana wysiłków i zapewniam o pamięci.                 

                                                                                                          Janina Reniecka

Bogumił Pawłowski - Wspomnienie

Zgromadziliśmy się dziś w naszej kowalskiej świątyni,
aby towarzyszyć w ostatniej drodze życia śp. Bogumiła Pawłowskiego. Jego
odejście to przede wszystkim niepowetowana strata dla najbliższych - Żony,
Córki, Synów, dla bliższej i dalszej Rodziny okrytej żałobą. W przypadku śp.
Zmarłego grono poruszonych i szczerze zasmuconych jest daleko szersze, bo
żegnamy dziś kogoś kto większą część swojego życia poświęcił służbie
publicznej. Był szczerym i gorącym patriotą- kochał Polskę i tę naszą małą
Ojczyznę, której na imię Kowal. Na rzecz Polski działał w ruchu ludowym pełniąc
funkcję prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego w Kowalu. Jako ludowiec, a potem
jako obywatel Kowala zaangażowany w sprawy naszego środowiska sprawował przez
wiele kadencji mandat radnego- najpierw rady miasta i gminy, a następnie rady
miasta Kowala. Przez dwie kadencje od 1991 do 1998 r. był także szczególnie
ważnym członkiem Zarządu Miasta, szczególnie ważnym dlatego, bo wraz ze mną -
burmistrzem był uprawniony do składania oświadczenia woli w imieniu władz
miasta, podpisując m.in. akty notarialne. W swojej wdzięcznej pamięci
zachowałem wiele wspomnień z naszej wspólnej owocnej pracy dla Kowala. Jej
bardzo liczne pozytywne efekty, to bez wątpienia także i Jego zasługa. We
wybudowanych wtedy drogach, chodnikach, kanalizacji, w modernizacji stadionu
miejskiego, czy w budowie domu pomocy społecznej, jest cząstka Jego społecznej
pracy. Szczególnie ważnym polem naszej wieloletniej współpracy była również
Ochotnicza Straż Pożarna. Śp. Bogumił był jej oddany z całego serca od swych
najmłodszych lat. Do staży wstąpił w 1958 r. mając 16 lat. Przez bardzo wiele
lat strażackiej działalności był szczególnie aktywny jako członek naszej
orkiestry, bo muzyka była także Jego wielką pasją. O tym, jak bardzo ważny był
dla naszej orkiestry świadczy fakt, że w trudnym dla naszej orkiestry momencie
w latach 1973-74 zgodził się być jej kapelmistrzem. Potwierdzeniem
wypracowanego autorytetu wśród druhów strażaków było powierzenie mu w 1990 r.
funkcji sekretarza straży, a od 1996 r. jej prezesa. Tę zaszczytną funkcję
sprawował przez 6 lat. Z cała pewnością był to dla naszej jednostki bardzo
dobry czas. To właśnie wtedy nasza OSP została przyjęta do Krajowego Systemu
Ratowniczo-Gaśniczego. Liczne sukcesy odnosiła orkiestra dęta, a przy wsparciu
samorządu miasta zakupiono wiele nowego sprzętu ratowniczo-gaśniczego i
przeprowadzono szereg remontów remizy. W czasie sprawowania funkcji prezesa
straży przez śp. Bogumiła z jego inicjatywy o trzy kondygnacje została
podwyższona wieża remizy, stając się wraz z powiewającą na jej szczycie flagą Kowala
jednym z symboli naszego miasta. Warto w tym miejscu i w tej chwili
przypomnieć, że projekt architektoniczny wykonał i przekazał w darze naszemu
Miastu bliski krewny Żony śp. Bogumiła - Jan Marjański. W czasie sprawowania
przez śp. Zmarłego funkcji prezesa OSP powstała jeszcze jedna, bardzo ważna nie
tylko dla naszej straży, ale dla całego środowiska inwestycja- sala kameralna.
Przypominając w największym skrócie społeczne dokonania Zmarłego nie mogę też
nie wspomnieć Jego wielkiego zamiłowania do sportu. W swojej młodości uprawiał
lekkoatletykę, w tym w szczególności biegi, a także piłkę nożną. Był aktywnym
działaczem Kowalanki i Kujawiaka Kowal. Pamiętam dobrze, Jego aktywną
działalność w zarządzie naszego klubu piłkarskiego w latach 90-tych, którego
przez kilka lat był najważniejszą podporą pełniąc funkcję prezesa. Gdyby nie
ciężka choroba, która dotknęła Go kilkanaście lat temu i z którą tak dzielnie
przy wsparciu rodziny się zmagał, bilans Jego życiowych dokonań byłby z całą
pewnością jeszcze większy, choć i to, co udało mu się uczynić zasługuje na
wielkie uznanie i szacunek. W imieniu samorządu Królewskiego Miasta Kowala-
Miasta, które tak bardzo kochał, przez całe swoje życie, pragnę oddać zmarłemu
śp. Bogumiłowi Pawłowskiemu hołd, dziękując Mu za ofiarowane nam wszystkim dary
Jego życia.

Pozostanie nie tylko na kartach historii naszego Miasta, ale także w naszych sercach i
wdzięcznej pamięci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym.

Przemówienie
Burmistrza wygłoszone podczas pogrzebu.



Barbara Człapińska 1925 - 2013 - Wspomnienie


Życie potoczyło się tak, że nasza Mama z powodu choroby i znacznego ograniczenia sprawności fizycznej, zmuszona była opuścić Kowal - miasteczko, w którym spędziła znaczną część życia i zamieszkać z bliskimi. Zawsze jednak tęskniła i często wracała myślami do chwil, do wydarzeń radosnych i także tych mniej pomyślnych, a związanych z latami przeżytymi w Kowalu. Była w tych wspomnieniach nuta sentymentu; i były także zdjęcia z albumu, które chętnie oglądała - stare, pożółkłe fotografie z koleżankami i kolegami nauczycielami, i z uczniami na wycieczkach. Nie wiemy, czy nasza Mama mogłaby wykonywać inny zawód, może tak; ale z opowiadań Mamy wiemy, że zawód nauczycielki był jej marzeniem od dzieciństwa, i właśnie w szkole pośród dzieci i młodzieży czuła się najlepiej. Szkoła była dla niej drugim domem. A matką była troskliwa i opiekuńczą; i później także, dla swoich już dorosłych dzieci była serdeczną przyjaciółką i dobrym doradcą przy rozwiązywaniu wielu trudnych problemów. Była pracowita i zawsze chętnie pogłębiała swoją wiedzę i taką postawę przekazała nam. Lubiła postęp i nowoczesność, już jako osoba zaawansowana wiekiem opanowała obsługę komputera i nauczyła się kilkunastu zdań w języku angielskim. Teraz na minione lata patrzymy inaczej, gdy nasza Mama jest już "po tamtej stronie". Dziś pozostały nam tylko wspomnienia. Pragniemy jeszcze podziękować nauczycielom - koleżankom i kolegom naszej Mamy za słowa pożegnania wygłoszone w czasie uroczystości pogrzebowej i za udział w pogrzebie, jak również za wyrazy współczucia dla nas.

Z poważaniem

Madzia Człapińska.


Kamery On-line

Newsletter
Twój adres email:
 Zapisz |  Wypisz
 

Nasi partnerzy

   

Wszelkie prawa zastrzeżone dla Kowal.eu (C) 2013 ul. Piwna 24, 87-820 Kowal
tel. 054-2841-255, fax. 054-2842-231
e-mail: [email protected]