Swoją opowieść ks. Stanisław rozpoczął od wspomnień z
czasów kiedy wraz z dwoma kolegami: Ksawerym Rudzińskim i Michałem Weberem byli
ministrantami, lektorami. Ówczesny katecheta ks. Józef Nowakowski pokładał
nadzieję, że przynajmniej jeden z nich wstąpi do seminarium. Najlepiej
zapowiadał się Ksawery Rudziński. Myślenie o seminarium w księdzu
Stanisławie wyzwolił jednak Michał Weber. I tak, w 1975 r. wstąpił on do
zgromadzenia misyjnego Księży Pallotynów, bo chciał zostać „misjonarzem”.
Święcenia kapłańskie otrzymał 1
maja 1982 r., a w sierpniu 1983r. wyjechał do Belgii na naukę języka
francuskiego. Rok później był już w Rwandzie, gdzie przez dwa lata pełnił
posługę duszpasterską w parafii Kansi. Tam też uczył się języka, oswajania z
kulturą, jedzeniem, klimatem, zaangażował się również w odnowienie 3 kościołów
w przypadającą wówczas 75 rocznicę założenia parafii, w której pracował.
W latach 1986- 1988 studiował w
Paryżu, głównie po to by przygotować się do pracy w formacji seminaryjnej. Do
Paryża powrócił raz jeszcze w latach 2000/2003 - na studia doktoranckie.
Opowiadając o Afryce ks. Stanisław uprzedził: „Zgodnie z
oczekiwaniami, będę mówił o mojej pracy w Afryce, ale nie oczekujcie ode mnie
ani „cejrowszczyzny” ani „cepeliady”. Nie potrafię bowiem opowiadać o wężach,
choć i z nimi miałem do czynienia! Dodał jednocześnie: „W Afryce nie udało mi
się niczego zbudować, nawet przysłowiowej budy dla psa. Moja misja polegała na
inwestowaniu w człowieka. Uczestniczyłem w formacji seminaryjnej ponad 200
pallotyńskich kleryków z kilku krajów afrykańskich. Dziś to oni prowadzą
pallotyńskie jednostki w Afryce: Rwanda, Kongo, Kamerun, Nigeria i Wybrzeże
Kości Słoniowej. Jest wśród nich nawet jeden biskup”. Zaznaczył przy tym, że
według prowadzonych statystyk, w ciągu ostatniego pół wieku zupełnie zmieniło
się oblicze Kościoła w Afryce. Wcześniej reprezentowany był on głównie przez
misjonarzy z Zachodu, obecnie buduje się go na rodzimych powołaniach. Szacuje
się, że aż 90 % posługujących na Czarnym Lądzie duchownych to już rodowici
Afrykanie. Posługa ks.
Stanisława w Afryce to również praca naukowa, wykłady, artykuły, książki. Wydał
po francusku 3 pozycje książkowe, w tym swój doktorat. Pracował 3 lata w
Rzymie dając początki Pallotyńskiemu Centrum Formacji Międzynarodowej
(„Wieczernik”). W latach 2011/2013 r. był dyrektorem Pallotyńskiego Centrum
Rekolekcyjnego w Goma (Kongo). Przeżył dwie wojny: ludobójstwo w Rwandzie (1994) i wojnę domową w
Kongo (2012). O tej ostatniej pisał dla „Tygodnika Powszechnego”, w którym
opublikował fragmenty swego dziennika pt. „Tańczący ślepiec”.
(http://prasa.wiara.pl/doc/1408942.Tanczacy-slepiec).
Innymi ważnymi wydarzeniami, o których opowiedział nam ks.
Stanisław, były spotkanie z papieżem Janem Pawłem II w Kigali (1990) oraz prace
nad filmem Krzysztofa Krauze i Joanny Kos- Krauze: „Ptaki śpiewają w Kigali”.
Film, który ma wejść na ekrany na wiosnę 2017 r., poświęcony jest
tragedii rwandyjskiej z 1994 r.
Na zakończenie ks. Stanisław zwrócił uwagę, że nie jest
jedynym kowalaninem, który żył i pracował na kontynencie afrykańskim. W RPA
mieszkają nadal małżeństwo p. Basia Turek i p. Sławek Małecki. Natomiast na
przynależącej do kontynentu afrykańskiego wyspie Madagaskar, pracował przez 37
lat (1979-2016), ks. Jan Osmałek orionista z okolic Kowala. Był tam
nauczycielem w szkole zawodowej, którą sam zbudował. Szkoła liczy dziś ok. 800
uczniów. W zakonie znany był jako ksiądz „złota rączka”. Ks. Jan zmarł 16 marca
2016 r. na Madagaskarze. Tam też został pochowany.
To było wyjątkowe spotkanie, bo z wyjątkowym człowiekiem,
z ogromny bagażem życiowym, doświadczeniem, pokorą i ujmującym głosem. To
spotkanie z pewnością na długo pozostanie w naszej pamięci. Przyłączamy się do słów, które
wypowiedziała na zakończenie przewodnicząca Rady Seniorów p. Halina Stolarczyk:
„z pewnością Mama byłaby z Księdza dumna – bo ja jestem”.